Recenzja książki „Przechytrzyć Murphy’ego…”

W ramach współpracy z Wydawnictwem Naukowym PWN podjęliśmy się zrecenzowania kilku matematycznych nowości. Już dziś przedstawiamy jedną z nich: „Przechytrzyć Murphy’ego, czyli matematyka na co dzień”.

Wygląd
Oprawa, jak to oprawy, informuje nas o autorze, tytule i wydawnictwie. Na odwrocie znajdziemy informacje o patronach i przykładowo wyciągniętą z książki tezę dotyczącą… bitwy na pomidory. Cóż – to uzasadnia dlaczego jako tło wybrano zestawienie pomidorów, ludzkich sylwetek i strzałek. Dostajemy także krótką listę innych tematów, które zostaną poruszone w książce. I wygląda na to, że będziemy się nieźle bawić.
Jeśli chodzi o aparycję, to jest jeszcze jedna rzecz widoczna na pierwszy rzut oka, choć niezbyt oczywista do zauważenia: format. Wydanie pierwsze to miękka okładka i papier rozmiaru zbliżonego do A5. Dlaczego o tym wspominam? Bo autor poświęca temu zagadnieniu cały rozdział (króciuteńki, ale jednak). Dowiadujemy się troszkę o historii standaryzacji kartek papieru i, przede wszystkim, o właściwościach uzasadniających dlaczego dla większości otaczających nas dokumentów stosujemy
wymiary właśnie takie a nie inne. Matematyka zostaje użyta do zrozumienia czegoś powszechnie używanego, z czego większość z nas nie zdaje sobie spray. Miły gest ze strony autora, prawda?
Układ
Tak skonstruowana jest cała książka. W każdym rozdziale znajdziemy nieco historii albo narrację, która sprawi, że wspólnie zechcemy zgłębić temat. Nie spotkamy się jednak z suchymi rozważaniami, ale zostaniemy przeprowadzeni przez wyczerpujące dowody stawianych tez. Będziemy mogli krok po kroku prześledzić obliczenia doprowadzające nas do rozwiązań. Oczywiście, jak to w książkach o matematyce bywa, co rusz dostaniemy zagadnienia poboczne „do samodzielnego rozwiązania”, więc bardziej ambitni czytelnicy nie będą się nudzić. Jest zresztą więcej takich drobnych niespodzianek dla miłośników królowej nauk. W jednym z początkowych rozdziałów zostajemy ostrzeżeni wprost o tym,
że co jakiś czas dostaniemy bez ostrzeżenia, tak dla rozrywki, zamaskowany paradoks kształtujący naszą opinię w sposób nieco wymijający sztywne prawa logiki. Podjęcie rękawicy rzuconej przez autora i wyłapywanie tych kruczków okazuje się być wyśmienitą zabawą.
Treść
Od początku widać, że książka ma na celu dostarczanie rozrywki zarówno narratorowi, jak i nam – odbiorcom. Już sam dobór tematów mówi wiele o wydźwięku opracowania. Przeglądając spis treści natkniemy się na takie tytuły rozdziałów jak: „Logika imprezy”, „…kolejka przed bankiem”, „Matematyka w procesach sądowych”, „Żółta kaczuszka…”. Na pierwszy rzut oka zupełnie niepowiązane. Ułożone są jednak w odpowiedni sposób. Pomiędzy cięższe tematy wplatane są prostsze zagadnienia, przez co książka nie męczy czytelnika. Kolejne części wiąże ze sobą narracja lub wybór dziedziny matematyki użytej do rozwiązywania zagadnień. W rezultacie książkę czyta się płynnie, bez potrzeby przypominania sobie „jak w ogóle znaleźliśmy się w tym miejscu”. Dobrze, że o
to zadbano, bo jest to jedna z bolączek wielu pozycji opisujących matematykę.
Dla kogo?
Nie każdy jednak przeczyta książkę jednym tchem. Pojawiają się w niej bowiem elementy rachunku różniczkowego, prawdopodobieństwa, czy zagadnienia tak złożone jak Małe Twierdzenie Fermatakod RSA. Adresat musi więc posiadać pewien zakres umiejętności w dziedzinie matematyki, jeśli zechce w pełni skorzystać z zawartej w opracowaniu wiedzy. Sam autor zaczyna jeden z rozdziałów słowami: „Niczego tak bardzo nie brakuje nam rodzicom w trakcie wychowywania dzieci jak autorytetu”. W ten sposób wprost określa grupę docelową dla swojego tekstu. W innych miejscach pojawiają się zagadnienia opisujące życie akademickie lub spotkania towarzyskie. Przez to młodszym odbiorcom może być ciężko wczuć się w temat. Z drugiej strony dostajemy także problemy, które
możemy rozwiązywać nawet z własnymi dziećmi (albo z cudzymi, jeśli nie posiadamy własnych), np. bajkę o rycerzu walczącym ze smokiem, będącą prostym, acz ciekawym ćwiczeniem arytmetycznym.
Podsumowanie
Książka nie tylko opisuje wybrane elementy życia codziennego, ale też wyjaśnia i tłumaczy własności sprawiające, że na co dzień nie zastanawiamy się nawet nad intuicyjnością otaczających nas rozwiązań. Znajdziemy w niej przede wszystkim treści dla osób mających edukację już za sobą, choć sporadycznie pojawią się tematy mogące zainteresować młodszych czytelników. Zagadnienia przedstawione są przystępnie, bez zbędnych szczegółów technicznych, co wpływa na płynność czytania. Autor wplata w swe rozważania wiele humoru i stara się nas angażować w zabawę. Trzeba przyznać, że wychodzi mu to znakomicie, choć – jak próbuje nas przekonać – „Jeżeli coś może się nie
udać, to się nie uda”. Wygląda więc na to, że ta książka nie mogła się nie udać.

Autorem recenzji jest członek naszego Koła – Piotr Jaworski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *